jak-i-co-lowic-w-marcu
Jak i co łowić w marcu?
4 marca 2016
jak-przygotowac-dobry-groch-na-ra-ryby
Jak przygotować dobry groch na ryby?
31 marca 2016

Zimowo – wiosenny start sezonu

zimowo-wiosenny-start-sezonu

Nie jestem wędkarzem zimowym , co oznacza , że nie łowię z lodu, nie posiadam świdrów, pierzchni, kombinezonu wypornościowego, mormyszek i tych małych śmiesznych wędeczek zwanych bałałajkami (o łowieniu na bałałajkę było tutaj). Oczywiście trochę żartuję ale faktycznie zima jest dla mnie porą roku przeznaczoną głównie na przegląd sprzętu, wizyty w sklepach wędkarskich w celu uzupełnienia niezbędnych akcesoriów wędkarskich, czytaniu prasy i przeglądaniu portali internetowych o tematyce wędkarskiej.

Z tym większą niecierpliwości czekam zawsze na wiosnę i rozpoczęcie sezonu.

Piszę wiosnę, ale jest to tylko pojęcie umowne. W praktyce oznacza to po prostu pierwsze cieplejsze dni, wzrost temperatury wody o kilka stopni i to charakterystyczne odczucie , że coś się zaczyna dziać nad wodą – chyba każdy wędkarz doskonale zna ten wewnętrzny niepokój który Nas ogarnia w ciepłe, słoneczne marcowe dni.

Ostatnimi czasy zimy mamy takie, że ten tytułowy start sezonu przesuwa nam się cały czas w stronę lutego. Gdzie te czasy kiedy nad rzekę , nie mówiąc o jeziorach, można było iść ze spinningiem albo lekką spławikówką dopiero koło Wielkanocy, a i to nie zawsze?

Klimat się nam zmienia dosyć radykalnie i z tym nie ma co dyskutować. Można jedynie dywagować czy to głównie wina działalności człowieka czy naturalny cykl klimatyczny.

Ja akurat jestem zwolennikiem teorii nakładania się na siebie tych dwóch czynników, które wydatnie przyśpieszają proces ocieplania klimatu.

Przepraszam czytelników za tak długi wtręt dotyczący tej sprawy, ale ważne jest abyśmy zdawali sobie sprawę ze skutków jakie to może przynieść Naszemu ekosystemowi, a co za tym idzie Naszemu jedynemu, słusznemu hobby. Nic mnie tak nie irytuje jak spikerka w TV która podczas prognozy pogody nadawanej w styczniu z radością w głosie informuje , że nareszcie skończyła się „brzydka” pogoda, czyli mróz i opady śniegu, a zaczyna „ładna”, czyli 15 stopni ciepła i słońce – cóż za ignorancja !!

Ale dosyć o tym, jest jak jest i póki możemy to korzystajmy z tych wcześniejszych wiosennych dni.

W tym roku moje rozpoczęcie sezonu wypadło na ostatni tydzień lutego.

Temperatura była na poziomie kilku stopni powyżej zera, zapowiadał się słoneczny dzień, więc postanowiłem wybrać się nad Wkrę sprawdzić jak się czują po zimie klenie i jazie, których w tej rzece jest całkiem sporo.

W piątek wieczorem przygotowałem swój zestaw kleniowo –jaziowy: wędka o długości 270 cm, c.w.5-20 g, kołowrotek o wielkości 2000 z nową, prosto ze sklepu, żyłką czternastką i małe pudełko woblerów.

Według mnie żyłka o grubości 0,14 mm to optymalne rozwiązanie. Pozwala rzucać małymi przynętami na odpowiednią odległość, a jednocześnie zapewnia pewny hol nawet sporej ryby.

Spotykałem się co prawda w różnych artykułach z opiniami, że można używać żyłek grubszych, ale prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie precyzyjnych rzutów woblerami tej wielkości jak na zdjęciu za pomocą żyłki o grubości na przykład 0,18 mm .

Zestaw montuję w ten sposób, że przywiązuję małą agrafkę bez krętlika bezpośrednio do żyłki.

przynęty na wiosnę  moje przynęty na wczesnowiosenne spinningowanie

“Chore” składki i zezwolenia

Jeszcze jedna wieczorna czynność przed porannym wyjazdem to opłacenie jednodniowej opłaty za wędkowanie na wodach PZW okręg Ciechanów.

Po raz kolejny PZW Warszawa nie podpisał porozumienia z PZW Ciechanów i nad wodę odległą o 40 km od Warszawy muszę opłacać osobną składkę.

A największe kuriozum to zestaw dokumentów które muszę mieć nad wodą aby ta jednorazowa opłata była ważna:

  • karta wędkarska
  • potwierdzenie przelewu lub przekaz pocztowy z określeniem daty wędkowania, imieniem i nazwiskiem i rodzajem wody
  • wydrukowane ze strony PZW Ciechanów pozwolenie na wędkowanie w które wpisuje się te same dane które widnieją w przelewie
  • wydrukowany ze strony PZW Ciechanów cały wykaz wód dostępnych do wędkowania na terenie administrowania w/w okręgu !!!!!! – po co ten wykaz , tego nie wiem. Jest to kilka zadrukowanych kartek papieru formatu A4 , a tymczasem ten sam wykaz jest dostępny na stronie internetowej, na którą możemy bez większego problemu wejść z naszego telefonu.

Jednym słowem, PZW w swoim najlepszym wydaniu.

 

Nad wodą melduję się koło godziny dziesiątej…

…szybkie przygotowanie zestawu, pudełko z przynętami, aparat fotograficzny do torby i ruszamy.

Wbrew prognozie pogody nad rzeką jest mgliście, temperatura koło zera i wysoki stan bardzo mętnej wody. Sukcesów to nie zapowiada, ale ekscytacja związana z możliwością oddania pierwszych spiningowych rzutów w tym roku pokonuje wszelkie wątpliwości.

most na wkrze

Wkra to średniej wielkości rzeka, płynąca przez równinę mazowiecką, kończąca swój bieg w Narwi na wysokości Nowego Dworu Mazowieckiego.

Ja wybrałem odcinek w okolicach miejscowości Joniec. Jest to dobrze znany mi kawałek rzeki  o szerokości około 15-20 metrów z dosyć urozmaiconym brzegiem i korytem.

Idę w dół rzeki, na początku obławiam kawałek z dosyć sporą wyspą na środku nurtu , która rozbija go na dwie odnogi.

Napływ na taką wyspę i jej koniec za którym nurt znowu się łączy to zawsze są dobre miejsca. Warty obłowienia jest też lewy opływ wyspy z szybszym nurtem który wyrzeźbił głębszą rynnę pod brzegiem na którym stoję.

Oddaję kilkanaście rzutów w tym miejscu 3 centymetrowym pływającym woblerem Salmo.

Wobler staram się prowadzić wolno, często przytrzymuję go w nurcie lub pozwalam spłynąć pod zwisające nad wodą drzewa i dopiero wtedy zaczynam zwijać żyłkę.

Na razie bez rezultatów. Za to zaczynają mi zamarzać przelotki i muszę je czyścić z lodu co jakiś czas.

Mam nadzieję, że później mgła opadnie ,wyjdzie słońce i zrobi się cieplej.

Następny odcinek to kawałek zalanej łąki z gęsto rosnącymi w pewnym oddaleniu od brzegu krzakami. Zalana, rosnąca na brzegu, zeszłoroczna trawa, utrudnia trochę podejście do koryta rzeki , ale woblery ułatwiają sprawę

zdj¦Öcie nr 3

Tutaj najrozsądniejsze wydaje się oddawanie dalekich rzutów na rzekę aby potem pozwolić woblerowi spłynąć w okolice brzegu i wolno go ściągać wzdłuż traw. Takie miejsca na ogół obfitują w przeróżne dołki, mini zatoczki i inne przeszkody spowalniające nurt. W takich wczesnowiosennych warunkach przy wysokiej wodzie na łąkowym odcinku rzeki to praktycznie Nasza jedyna szansa.

Brodząc w woderach powoli przesuwam się w dół rzeki , co dziesięć metrów obławiając kolejny odcinek brzegu. Niestety nic się nie dzieje.

Dalej brzeg się podnosi tworząc ciekawą skarpę nad nurtem rzeki z masą powalonych do wody drzew i krzewów. Jednak dostęp do wody jest tu utrudniony i tylko niekiedy trafiają się miejsca gdzie można delikatnie położyć wobler na wodzie i pozwolić mu spłynąć pod interesujące nas drzewo lub inną wodną przeszkodę.

zdj¦Öcie nr 4

Ponieważ cały czas jestem bez najmniejszego kontaktu z rybą, postanawiam zmienić przynętę.

Zakładam najmniejszego woblera jakiego mam – 2 cm srebrnego pływającego Sieka. Rzucić się tym daleko nie da, nawet na żyłce 0,12 mm miałem z tym kłopoty, ale skoro i tak moje wędkowanie polega głównie na spławianiu przynęty z nurtem rzeki pod wszelkie drzewa i krzaki to może uda się skusić jakiegoś klenia na takiego malucha.

Kolejne minuty przedzierania się przez krzaki i obławiania wszelkich ciekawych miejsc moim mikro woblerem nie przynoszą efektu.

Ale za to mgła opadła i wyjrzało słońce. Od razu robi się optymistyczniej, nawet jeśli nic nie złowię to zapowiada się piękny spacer.

Dochodzę do ostatniego odcinka rzeki który planuję dzisiaj obłowić. To mój ulubiony fragment. Wysoki brzeg, porośnięty suchym wysokim sosnowym lasem, tworzący malutki piaskowy klif nad nurtem rzeki.

Przy samym brzegu jest wymyta rynna która zawsze przynosiła mi jakieś wyniki. Co prawda najczęściej w postaci niewymiarowych szczupaczków ale na inną rybę też można tu trafić.

zdj¦Öcie nr 5

W tym miejscu przykładam się do łowienia. Metr po metrze oddaje tu kilkadziesiąt rzutów.

W takich miejscach najważniejsze to zachować dyskrecję i jak najmniej rzucać się w oczy. Pamiętajcie, że na niewielkiej rzece rybę spłoszy nie tylko wasz widok, ale również każde mocniejsze stąpnięcie czy uderzenie w grunt. Warto o tym pamiętać bo zachowanie ostrożności może zaowocować braniem prawie, że spod waszych stóp.

Pamiętając o tym, przemierzam około 100 metrów trochę w kucki, trochę na kolanach jak jakiś pątnik podążający do świętego miejsca. Niestety w tym przypadku cud się nie zdarza i żadna ryba nie zlitowała się nade mną.

Spoglądam na zegarek , minęła już czwarta godzina wędkowania i chyba na dzisiaj wystarczy.

Pogoda zrobiła się piękna więc w dobrym humorze wracam spacerkiem w stronę samochodu.

Nastrój psuje mi nieco widok brzegu rzeki w okolicach licznych działek rekreacyjnych które znajdują się w tym rejonie.

Dlaczego użytkownicy tych posiadłości uważają, że najlepsze miejsce na wyrzucenie skoszonej trawy, czy wyciętych krzaków to jest właśnie brzeg rzeki? Taka trawa gnije później w wodzie , zabierając tlen potrzebny do życia wszelkim organizmom mieszkającym w wodzie. Takie zachowanie to jest istna plaga nad Wkrą niestety.zdj¦Öcie nr 6

 

Docieram do auta. Sezon uważam za rozpoczęty.

Co prawda bez kontaktu z rybą ale na pewno damy im następną szansę już wkrótce.

Poza tym spacer nad naszą ulubioną rzeką jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem na sobotę niż kanapa przed telewizorem.

Michał Lalowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *