karpiowe-bankowki-czyli-gdzie-szukac-karpia
Karpiowe bańkówki – czyli gdzie szukać karpia?
24 sierpnia 2015
jak-i-co-lowic-we-wrzesniu
Jak i co łowić we wrześniu?
2 września 2015

Wywiad z Piotrem Sibrechtem – twórcą woblerów WOSI Lures

wywiad-z-piotrem-sibrechtem---tworca-woblerow-wosi-lures

Dziś zapraszam do przeczytania rozmowy z Piotrem Sibrechtem, twórcą woblerów WOSI Handmade Lures. Piotr jest młodym wędkarzem, który zaczął strugać woblery od niedawna, ale ani wiek ani krótkie doświadczenie nie mają negatywnego wpływu na wykonywane przez niego rękodzieła. Ba powiem więcej: wydaję mi się, że jest to atut – świeże spojrzenie, zapał i radość z wykonywanej pracy nie mącą jego umysłu, a spod pewnej ręki bez drżenia wychodzą doskonałe wabiki na nawet najbardziej oporne ryby. Woblery są wykonane precyzyjnie i estetycznie. Zapraszam na wywiad i z czystym sumieniem polecam woblery Piotra Sibrechta – wędkarze, którzy je testowali byli bardzo zadowoleni z ich wykonania, pracy, a co najważniejsze z efektów.

Woblery by Piotr Sibrecht

WOSI Handmade Lures

Daniel Sypniewski: Witaj Piotrze. Dziś chciałbym porozmawiać z Tobą o woblerach przez Ciebie wykonywanych, które cieszą się coraz większą popularnością. Sam na nie łowię i wiem, że są zabójczo skuteczne. Zacznę na początek od banalnego, lecz niezbędnego pytania. Od kiedy je wykonujesz i co cię do tego skłoniło?

Piotr Sibrecht: Witam serdecznie Danielu. Miło mi, że zechciałeś ze mną przeprowadzić wywiad na temat moich rękodzieł, które jak wspomniałeś cieszą się dość dużym zainteresowaniem wśród kolegów „po kiju”, a głównie wśród klubowiczów spinningowego klubu WKS Spin Ice Szamotuły, do którego przynależę. Mówiąc wprost woblerowym slangiem – „strugam” od niedawna, zacząłem w tym roku bodajże w styczniu. Początki były bardzo ciężkie. Nie wiedziałem dosłownie nic. Brakowało mi podstawowych informacji. Trzeba było zaczynać od kupna podstawowych materiałów budulcowych, sprzętu, papierów ściernych i masy innych rzeczy, a przede wszystkim brakowało mi doświadczenia! Teraz po pół roku, kiedy praktycznie dzień w dzień przesiadywałem w woblerowej pracowni mogę powiedzieć, że doświadczenie jednak przychodzi z czasem. Jest tak, że człowiek wciąż się uczy i dąży do perfekcji. Mam dopiero 24 lata, od roku regularnie uczę się spinningu i od razu rzuciłem się na bardzo głęboką wodę jaką jest rękodzieło wędkarskie. Wobler dla przeciętnego spinningisty jest to po prostu drewniana bądź plastikowa przynęta posyłana pod pysk drapieżnika, a dla nas rękodzielników jest to całe życie a może i nawet więcej. Nie wyobrażam sobie dnia bez noża introligatorskiego w ręce, która jest pokaleczona od nietrafionych cięć. W pewnym stopniu jestem już od tego po prostu uzależniony.

– Powiedz mi, z jakich materiałów je wykonujesz?

Materiały, z których wykonuje swoje woblery to głównie balsa wysokiej jakości firmy GRAUPNER. Jest ona nieco droższa od balsy sprzedawanej na znanych portalach aukcyjnych natomiast jej struktura jest o niebo lepsza, lepiej sprawdza się podczas obróbki, nie rozwarstwia się, jest mniej porowata co przekłada się później oczywiście na jakość, a jak wiemy im wobler lepszej jakości tym zyskuje więcej i bardziej cieszy oko rękodzielnika oraz nabywcy. Z balsy staram się robić woblery pływające. Ze względu na jej dużą wyporność są to między innymi wszelakie smużaki oraz baryłeczki, a nawet boleniowe 7 centymetrowe „killery”. Drugim materiałem, w którym zatapiam piekielnie ostre noże jest lipa. Lipa jest drzewem sporo twardszym niż balsa, mniej porowatym, wymaga moim zdaniem większego nakładu pracy, jednakże równie dobrze wypiera je woda. Jest bardzo wytrzymała, a zęby drapieżników nie są jej straszne. Z lipy robię woblery cięższe, trollingowe, sandaczowe oraz prototypy moich „tajnych” projektów, które lada chwila pojawią się w ofercie.

woblery piotr sibrecht

– Ile czasu zajmuje ci wykonanie jednego woblera?

Ciężko na te pytanie odpowiedzieć. Każdy jeden kawałek drewienka, które chwytam w ręce wymaga dokładnej obróbki ręcznej – bardzo łatwo coś zepsuć. Zawsze staram się zrobić 10 sztuk tak samo dokładnie niż sztuka po sztuce, które będą się różnić. Nie chodzi tutaj o produkcję masową, bo takowej nie prowadzę. Robię woblery partiami, aby zachować przyzwoitą powtarzalność. Wyrysowywuję szablon na listwie z balsy, wycinam każdy jeden surowiec, rysuję linię wyznaczającą oś na każdym z nich oraz linię cięcia, szykuję stelaże i sztuka po sztuce przygotowuję do malowania. Jest to pracochłonne, lecz najwięcej czasu spędzam przy rysowaniu nowego szablonu, testowaniu nowych woblerów z różnorako rozstawionym obciążeniem, a później wyciągam wnioski z tych lekcji.

– Łowiłem na te najmniejsze, mocno pracujące i ratowały mnie one przed totalną porażką nad wodą. Wiem, że inni wędkarze również je zachwalają. Pod jakie ryby są one ukierunkowane?

Te maluchy 2,5 centymetrowe są zwane przeze mnie „agresorami” nie bez powodu, powstały już na samym początku. Przysporzyły mi nie lada nerwów i nieprzespanych nocy – „bo nie pracowały”, ale to była kwestia czasu, kombinacja ze sterami, z obciążeniem i powstały zamiatacze obok, których ryba nie przepłynie już obojętnie! Wykonałem ich bardzo dużo, każdy z nich już ma swoją historię. Dedykowane były głównie pod wiosenno-letniego klenia z przelanych ostróg oraz okoni, no i po części się udało. Pierwszy ich debiut to dość spory kleń, którego złowił Damian Poniatowski (WKS Spin Ice Szamotuły) nieźle ucierając nosa konkurencji na pucharze Lajkonika w Krakowie oraz wszelakie debiuty z okoniami, które wprost je uwielbiają. Dużo by mówić na ich temat. Na 2,5 cm agresorki padło już mnóstwo ryb, ale najwięcej było raczej okonia, choć i nawet pstrągi się trafiały.

woblery piotra sibrechta

– W czym tkwi tajemnica ich skuteczności?

W gusta ryby ciężko trafić. Jednego dnia atakuje ona przynęty, które prowadzimy wolniej, a drugiego dnia, które prowadzimy szybciej bądź też agresywniej, dlatego też tworząc prototyp rozmieszczałem obciążenia tak, aby ten sam model woblera pracował inaczej. Tak powstały trzy modele smużaków oraz 2,5 centymetrowe agresory. Jedne pracowały bardzo drobno, drugie zaś prawie „łamały” szczytówkę zamiatając bardzo agresywnie ogonami, niosąc za sobą potężną falę hydroakustyczną, która moim zdaniem wzbudza największe zainteresowanie wśród leniwych kleni, szczupaków bądź okoni. Przeznaczone są one głównie do bardzo wolnego prowadzenia, przytrzymania w nurcie. Właśnie wtedy najczęściej następuje widowiskowy i piękny atak, a później hol, który sprawia mnóstwo frajdy! Chciałem nadmienić, iż nie tylko te woblery są skuteczne. Równie dobrze sprawdzają się 7 centymetrowe woblery boleniowe, 10-12 gramowe bardzo lotne o bardzo pięknej pracy, wąskiej sinusoidzie drgań. Są skuteczne na bolenia oraz szczupaka, ale dostawałem również fotki sandaczy z tym woblerem w zębiskach od kolegów z klubu.

– Na pewno oprócz setek godzin spędzonych w pracowni dodatkowo spędzasz wiele czasu na ich testowaniu nad wodą. Jakie kolorki według ciebie są najbardziej skuteczne?

Jak to mówią czas to pieniądz, ale czas spędzony na testowaniu woblerów jest czasem, który uczy pokory do tego co się tworzy. Spędziłem wiele godzin nad wodą testując, przyginając, przycinając stery, a przede wszystkim wyciągając wnioski patrząc jak ryba reaguje na poszczególne kolory, na charakterystykę pracy. Przemierzając brzegiem kilometry testując swoje wyroby nieustannie obserwowałem na co ryba ma największą ochotę. Stwierdziłem, że jednak nie tylko praca przynęty, a kolor równie dużo dla ryby znaczy. Podam prosty przykład: stojąc na przeciw zalanej ostrogi widząc żerujące klenie – cholernie wybredne ryby, podawałem im przez cały czas przed nos jeden i ten sam model woblera w różnych wersjach kolorystycznych, a było ich sporo. Klenie odtrącały pyskiem woblery o kolorach ciepłych takich jak żółć i pomarańcz, ale gdy tylko widziały, że w krystalicznie czystej wodzie ląduję wobler w stonowanych kolorach – czerń, czerń z czerwonymi bądź żółtymi kropkami dostawały szału i chętnie zagryzały to co się im pod pysk podstawiło. Woblery te są nieustannie testowane przez nabywców z całej Polski, głównie przez Łukasza Michalaka – Prezesa Klubu WKS Spin Ice Szamotuły, który regularnie łowi na moje wyroby oraz Pawła Chalaka – również – klubowicza, który jako pierwszy podjął się nieustannej obserwacji pracy oraz zachowania i skuteczności woblerów. Dzięki Wam koledzy, dużo wniosków już wyciągnąłem i wielkie dzięki za wsparcie.

sibrecht woblery

– Jaką największą rybę udało ci się złowić na swoje wyroby?

Jak już wcześniej wspomniałem spinninguję dopiero od roku. Zacząłem we wrześniu 2014 roku. Ciężko tu mówić o jakichkolwiek rekordach, choć takowe na kiju już były. Szkoda, że tylko na kiju. Swoją pierwszą rybę jaką złowiłem na własne rękodzieło był kleń 35 cm z Wełny. Następną rybą rekordową był boleń! Miał dokładnie 60 cm. Skoro są łowne, dlaczego by nie zacząć robić innych? To piekielnie mocna motywacja!

– A największa ryba złowiona przez innych testerów to…?

O i tutaj Cię zaskoczę Danielu! Kolega z klubu Damian Poniatowski całkiem niedawno złowił suma 130 cm, na UWAGA 2,5 cm agresorka w kolorze uklei! To kolejny przykład, że woblery te mimo swojej filigranowej budowy potrafią skusić do ataku nawet te większe ryby!

– Wybierasz się może ze swoim arsenałem woblerowym na pierwsze Targi Rękodzieła Wędkarskiego w Mrzeżynie?

Zostałem zaproszony przez organizatora Daniela Grombika, za co mu serdecznie dziękuję. Harmonogram zajęć mam bardzo mocno napięty, ale postaram się pojawić na tych targach – nie w celu „wystawki”, ale integracji i w celu nabycia nowego doświadczenia.

sibrecht

– Jakie plany na przyszłość? Jakieś nowe modele już szykujesz na nowy sezon? A może coś innego niż woblery?

Staram się zostać przy jednej konkretnej wersji i się jej trzymać, choć nie ukrywam, że pomału zacząłem się interesować również rodbuildingiem. A propos nowych modeli – przewinęło mi się już przez ręce sporo woblerów konkurencji, staram się je oglądać ze wszystkich stron, wzorować się, niekiedy po prostu kopiując jakieś detale. Trzeba czerpać wiedzę od lepszych! Mam już przygotowane szablony do woblerów pstrągowych, które będę robił jesienią, oraz parę sztuk gotowych woblerów pod trolling, nad którymi spędziłem sporo czasu.

– Czytelnicy, którzy chcieliby wypróbować twoje killery, gdzie mogliby je zakupić?

Serdecznie wszystkich zapraszam na mój fanpage na facebook, WOSI Hand Made Lures

https://www.facebook.com/pages/WOSI-Hand-Made-Lures/871655016248190?ref=hl

– Dziękuję ci bardzo za rozmowę i już pędzę nad wodę wypróbować twoje nowe cudeńka.

Również serdecznie dziękuje Danielu! Połamania kija!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *