konkurs-zapas-zanety-na-caly-rok
Konkurs! Zapas zanęty na cały rok!
24 lipca 2015
jak-i-co-lowic-w-sierpniu
Jak i co łowić w sierpniu?
31 lipca 2015

Wszędzie dobrze… czyli wędkarskie niespodzianki

wszedzie-dobrze-czyli-wedkarskie-niespodzianki

Gdzie jest WIEPRZ?! Ja się pytam!

Tekst ten słowem lekko żartobliwym pisany, opowiada o niespodziankach jakie wędkarskie życie marnotrawnego syna krasnostawskiej ziemi czasem przynosi, oraz o tym, że miłość to wartość nieoceniona. Kocham żonę i kocham wędkować. Moja żona jest cudowna, ale czasem daje mi popalić, wędkowanie na rodzinnych terenach także, ale z miłością tak to już jest, że… bez względu na warunki trwa.

Powrót…

Pod koniec kwietnia br. wróciłem do Polski. Ponad 3 lata w Anglii to spory kawałek czasu, wystarczający by zbudować motywację do powrotu i wmówić sobie, że na Lubelszczyźnie też jest szansa na spokojne życie. Nasi rodacy, którzy myślą o powrocie do kraju znakomicie znają to uczucie- „chcem, ale nie wiem czy chcem?”,” tam się da, tylko nie wiem jak?” itd. Tak czy inaczej przekonany, że ja „chcem” i „wiem jak” namówiłem żonę oraz najlepszego przyjaciela Kamila do powrotu i marzenie stało się faktem.

Oczywiście dla mojej żony jedynym porównaniem było to między jakością i poziomem życia w Anglii do jakości i poziomu życia w Polsce. No i weź tu człowieku babie spróbuj dogodzić! Skąd ja jej w Polsce znajdę SportDirect’a, TKMAXX’a czy innego Primarka, w których za „dniówkę” można kupić dobry ciuch i dobre buty?!

Nic to jednak. Kolega Kamil i ja mieliśmy znacznie większy problem:

Jak porównać komfort wędkowania i potencjał wód Tamizy do warunków panujących na naszym terenie?!

Normalnie „myszyn imposibul” poziom- Polska. Tom Cruise by wymiękł od razu, a Bear Grylls szukając pożywienia w naszych rzeczkach umarłby z głodu. To nie jest „mientka gra” dla jakichś „leszczy” z „holiłudu” czy „SAS”. Tu jest centrum światowego wędkarstwa ekstremalnego, tutaj żeby złowić rybę musisz wiedzieć o niej więcej niż ona sama, jakby to powiedział głodny Leonidas- „This is Polska!”.

Nie jest tak źle…, miłość PZW

No dobra, dobra może aż tak źle nie jest… pomyślałem i oczywiście jak to nałogowy „moczykij” zaraz po przyjeździe udałem się do sklepu wędkarskiego w celu opłacenia karty PZW i wszystkich kosztów z nią związanych. Zapytałem ile to będzie kosztować? Jakby to powiedzieć, żeby nie przesadzić? Gdy już oczy wróciły mi „na orbitę”, powieki przestały drgać i wrócił mi oddech oraz tętno, wstałem z podłogi i zapłaciłem. Rozumiecie… miłość… Poczułem się tak kochany przez PZW, że aż musiałem wyjść na powietrze i złapać głęboki oddech.

Ziemba w mordę! – pomyślałem. Nie marudź! Bierz wędki jedź nad wodę i ciesz się, ciesz się wreszcie tym za czym tak strasznie tęskniłeś! Tak też zrobiłem…

Pierwsze dni nad wodą

wieprz lubartów

Pierwsze dni to zwykły rekonesans. Podreptałem nad Wieprz w Izbicy. Trzeba było pochodzić nad rzeką, popatrzeć jak się zmieniła, poszukać „dołków”, „zastójek”, „ścianek” i wszelkiego rodzaju miejsc gdzie ryba mogłaby się gromadzić. Woda w większości miejsc była tak płytka, że rzekę można było przejść w poprzek i nie zamoczyć kolan. Gdzie się podział Wieprz? – pomyślałem. Gdzie ta piękna rzeka? Zacząłem się obawiać, że przy takim niskim stanie wody o dobre wyniki będzie bardzo ciężko. Niestety się nie myliłem. Kilka dni z lekkim „spinem” w ręku i tylko małe szczupaczki meldowały się na zestawie. To nic, że lekki zestaw, cieniutka plecioneczka, że „paproszek” na końcu. O okoniach nikt nic nie słyszał. Rok wcześniej była powódź i wyglądało to tak jakby okonie zostały spłukane z wodą w dół rzeki. W miejscach gdzie kiedyś okonie łowiło się „z rzutu” zapanowała cisza, przeraźliwa cisza muszę przyznać. W maju wybrałem się kilkakrotnie za szczupakiem i znów tylko”pistolety”. Nie można jednak zakładać, że większych „zębatych” w rzece nie ma, stawiałbym raczej na to, że przy niskiej wodzie są zbyt mocno spłoszone ( podobnie jak większość ryb ), żeby spokojnie żerować, a ja sam mogłem zwyczajnie nie mieć szczęścia.

White fish

Zdecydowałem, że na jakiś czas spinning trzeba odłożyć na bok i sprawdzić jak wygląda sytuacja z „białą rybą”. Po rozmowach z innymi wędkarzami wiedziałem, że wiosna była trudna, ryb niewiele, spektakularnych wyników brak. Zdarzały się jednak pojedyncze ryby- jazie, leszcze, nawet karasie.

Był 22 maja przygotowałem feedera i match’ówkę, zabrałem puszkę kukurydzy i trochę zanęty sypkiej i wybrałem się nad Wieprz w miejsce gdzie schodzą się – stare koryto rzeki, oraz odcinek odpływający z elektrowni. „Tubylcy” znają to miejsce lepiej niż daty urodzin swoich żon. Frekwencja jest tam większa niż na obradach sejmu, a ryby o piercingu haczykowym mogłyby książki pisać. Udało mi się jednak znaleźć miejsce dla siebie. Okres słabych brań, niska woda, zniechęcenie wśród wędkarzy zrobiło swoje, część z nich odpuściła sobie wędkowanie na jakiś czas, nie płakałem jednak z tego powodu. Nie lubię wędkować w tłoku. Podsypałem kukurydzą. Do koszyka nabiłem rozmieszaną wcześniej zanętę i zarzuciłem w miejsce gdzie łączyły się spokojny i silny prąd. Spławiczek zamontowałem blisko brzegu na spokojnej, płytkiej jak debet na koncie wodzie. Nie „napalałem” się i nie nastawiałem na super wędkowanie, ale byłem zmotywowany, żeby wreszcie coś złapać, żeby samemu sobie udowodnić, że tam jeszcze są ryby. No i wreszcie coś drgnęło! Na gruntowym zestawie zameldował się leszczyk. Żaden gigant ok 35cm, ale jaka radość!

leszczyk

Chwilę później kolejna ryba, tym razem ok 30 centymetrowy karpik. Super! Pomyślałem leszczyk, karpik, nie jest źle.

karpik

Kolejne branie miałem na zestawie spławikowym. Tym razem ok 30 centymetrowy karaś srebrzysty, który u nas zwany jest „japońcem”.

japonek

Zarówno mój feeder jak i spławikówka to lekkie wędki więc przy holach miałem już trochę frajdy, a przecież o to chodzi prawda? Po złowieniu 3 rybek brania ustały. Tuż przed zakończeniem wędkowania, gdy robiło się już ciemno, na match’owym kiju zameldował się jeszcze jeden gość, kolega linek. Piękna waleczna rybka na zakończenie dnia wprawiła mnie w świetny nastrój i wzmocniła apetyt na wędkowanie kolejnego dnia.

lin

Następnego dnia, wieczorem powtórzyłem taktykę z dnia poprzedniego. Znów te same wędki, ta sama przynęta, to samo miejsce. Siedziałem pośród traw, ale wtedy jeszcze komary się nie wylęgły więc nawet było to możliwe. Dzisiaj gdybym tam usiadł to zapewne zabrakłoby mi krwi… Po cichu liczyłem, że po tym jak podsypałem dzień wcześniej, na łowisko podejdą większe rybki. Może nie giganty, ale trochę większe. Nie zawiodłem się.

Tego dnia złowiłem 3 ryby, o których warto wspomnieć (bo były też kiełbie, które widząc robaka atakowały jak wściekły ratler, wobec czego z „czerwonych” zrezygnowałem całkowicie). Pierwszy był leszczyk.

leszcz

Tym razem trochę większy, ponad 40 centymetrowy, który zawisł na zestawie gruntowym. Drugi był śliczny „japoniec”, 40 cm i dobrze ponad kilogram wagi to już całkiem fajny wynik jak na ten gatunek, a na match’owym kiju z limitem wyrzutu 20 gram, całkiem wymagający rywal.

Uśmiech jak banan, „satysfekszyn”, te sprawy. Drugi dzień z rzędu łowię fajne rybki. Odmiana, tak długo oczekiwana staje się faktem. W Wieprzu ciągle są ryby!

Na tym się jednak nie skończyło, szczytówka feedera raz jeszcze zatańczyła, rybka zawalczyła… tak jakoś dziwnie znajomo. W podbieraku wylądował linek. Drugi dzień i drugi lin- pomyślałem. Rewelacja. Tylko ten wczoraj miał jakieś takie dziwne pasiaste otarcia, a ten… ma takie same. Zerknąłem na zdjęcie z poprzedniego dnia i już wiedziałem, dwa dni z rzędu złowiłem tego samego lina! Widać mnie polubił i znów chciał powiedzieć „do widzenia” zanim opuszczę łowisko. Przyszedł czas by wracać do domu.

Teren kontrolowany

Z uśmiechem na twarzy wróciłem na teren kontrolowany przez moją wielką miłość nr.1, przez żonę. Zjadłem pyszną kolację, włączyłem telewizor i obejrzałem prognozę pogody. Nadciągały burze, a wraz z nimi ulewne deszcze. W poprzednim roku skutkowało to powodzią. Miałem nadzieję, że w tym aż tak źle nie będzie, ale za to woda wzrośnie na tyle by ukryte do tej pory większe okazy ryb wreszcie zaznaczyły swoją obecność.

Najbliższe dni miały zmienić oblicze rzeki, oraz wędkowania na niej.

Tak też się stało, ale o tym opowiem Wam przy kolejnej okazji…

Pilnujcie wędek!

Marcin Ziemba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *