jak-i-co-lowic-we-wrzesniu
Jak i co łowić we wrześniu?
2 września 2015
co-dodac-do-zanety-aby-byla-skutecna
Co dodać do zanęty, aby była skuteczna?
18 września 2015

Wrzesień na rybach według Marcina

wrzesien-na-rybac-weglug-marcina

Ostatnie tchnienia gorącego lata…

Know how… not

Tak sobie myślałem ostatnio, że zewsząd otaczają nas poradniki jak złapać rybę. Tylu fachowców dzieli się wiedzą i sposobami na super połowy, a nie ma nikogo kto pisałby o tym co zrobić żeby nic nie złapać. Tutaj z pewnością znalazłbym miejsce dla siebie. Byłbym takim hegemonem pomysłowości w kontekście nic nie łowienia. Mógłbym z łatwością opisać wiele wypraw zakończonych zerowym wynikiem. Pochwalić się niezliczoną ilością zdjęć podbieraka bez ryby, albo perfekcyjnej selfie bez ryby, ewentualnie miarki na tle trawy… Mógłbym nawet utworzyć księgę rekordów ryb nigdy nie złowionych. Jak? A wystarczyłoby połączyć te wszystkie ryby co wędkarze nad wodą mówili, że mieli, a nie wyjęli i już byłaby księga gigantów. To taki żarcik oczywiście, ale po ostatnich dwóch weekendach taki właśnie pomysł wpadł mi do głowy.

Nie było tak, że nic nie złapałem, bo złapałem, ale były także momenty, w których było bardzo ciężko. No, ale od początku.

Uroki małych rzeczek

            W ubiegły weekend pod namową mojego kolegi Dawida Smoliry ( serdeczne pozdrowienia i podziękowania za udostępnienie zdjęć ) wybrałem się na drobny rekonesans małych rzeczułek w okolicach Krasnegostawu. Takie niewielkie rzeczki jak Żółkiewka, Wolica, czy Wojsławka mają swój niebywały urok.

Co ciekawe tegoroczna susza wprowadziła zmiany w ludzkiej mentalności. Na Żółkiewce, na jednej ze śluz co roku powstaje tama, w celu spiętrzenia wody i stworzenia kąpieliska. Co roku również jest ona wielokrotnie niszczona, potem znów budowana itd. Chłopaki z Rońska ( tu również pozdrowienia ) są cierpliwi więc na przekór służbom miejskim regularnie remontują tamę. W tym roku w związku z wszechobecnym brakiem wody tama nie była niszczona. Raz ją zbudowali i była całe lato – niebywałe! Dzięki temu na pewnym odcinku Żółkiewka była jedyną rzeką w regionie z rozsądnym poziomem wody. Pomyślałem więc, że podjadę na ten odcinek i popatrzę czy coś tam pływa. Widać było sporo płotek, z pewnością jest też troszkę klenia i kilka okonków, choć po truciu sprzed kilku lat widać, że ryba na tym odcinku się jeszcze nie odbudowała. Cieszy jednak widok czystej wody z rozmaitą roślinnością. Jest potencjał.

Takie małe rzeczki to w zasadzie bastiony kleni i właśnie z myślą o tej rybie wybrałem się nad Wolicę. Rzeka przy silnym uciągu wody i wąskim, płytkim korycie sprawia wrażenie opustoszałej, ale wystarczy cicho podejść i obserwować ją, żeby zorientować się, że spore grono ryb znalazło w niej swój dom.

Tego dnia miałem silne postanowienie złowienia klenia, nie koniecznie giganta, ale klenia. Złowienie tej bardzo ostrożnej i płochliwej ryby w bardzo czystej, przejrzystej wodzie daje wiele satysfakcji. Zabrałem lekką wędkę match’ową, założyłem gramową śrucinę i haczyk nr 10, na przynętę powędrowała kukurydza, a potem groch. Żadna filozofia, ale miałem nadzieję, że wystarczy. Wystarczyło.

Złowiłem 3 klenie, niewielkie co prawda ok 25- 30cm długości, kilka płotek… i okonia, któremu ewidentnie spodobał się widok płynącej kukurydzy.

W sumie super wynik jak na pierwszy wyjazd nad Wolicę w tym roku. Przeszedłem spory odcinek rzeki i widać tam fajną populację klenia, ale bardzo niewiele jest dużych okazów, co niestety trochę martwi. Nie znaczy to, że nie można złowić większej ryby. Mój kolega Artur złowił w tym roku jednego „byka” 54cm i 2,5 kg, a wspomniany już wcześniej Dawid złowił kilka ładnych sztuk. To dowodzi, że gdzieś w zacienionych zakamarkach wciąż kryją się wymarzeni rywale. Tylko jak się ma taki gruby „bęben” jak ja to ciężko po cichu podejść.

 

Nie ma wody, ryba pływa

Po wizycie na Wolicy pomyślałem, że zajrzę nad Wojsławkę. Pojechałem na rozlewisko, które w ostatnich latach bardzo się zamuliło. Nie spodziewałem się niczego spektakularnego, ale skoro już odwiedzałem małe rzeczułki to zajrzałem i tam. Poszedłem na stary betonowy mostek, żeby popatrzeć co się dzieje. Usłyszałem cmokanie. W zaroślach, które pokrywają większość powierzchni wody jakieś ryby zbierały pokarm z roślin. Myślałem, że to może karasie, ale za chwilę zauważyłem, że woda dosyć mocno się kołysze… za mocno by mógł to być karaś. Przeszedłem po moście na drugą stronę rozlewiska. W plecaku miałem pół bułki, takie tam zaopatrzenie survivalowe. Urwałem kilka kawałków i rzuciłem przed siebie, na granicę roślinności i otwartej wody. Rozłożyłem wędkę i zacząłem wiązać haczyk dziesiątkę bezpośrednio do żyłki. Taki skomplikowany zestaw miał być drogą do sukcesu. Usiadłem wygodnie na ziemi i obserwowałem. W pewnym momencie zauważyłem, że kawałek bułki znikł, chwilę później następny, a widząc co zasysa bułkę wiedziałem, że nie karaś, a ładny karpik wpłynął na łowisko. Na haczyk założyłem kawałek bułki ze skórką i rzuciłem jakieś trzy metry od brzegu. Trzymałem w ręku wędkę i oczekiwałem na branie. Po kilku sekundach zobaczyłem wynurzającego się karpia, który bez zastanowienia pochłonął kolejny kawałek bułki, tym razem z haczykiem. Zaciąłem i woda się zagotowała. Na lekkim zestawie z żyłką 0.17mm starałem się zatrzymać karpia i nie pozwolić mu na wejście w roślinność. Ryba była jednak zbyt silna. Około trzy kilogramowy karp to dla mojego zestawu zbyt silny przeciwnik, bym mógł go zatrzymać. Ryba weszła w zarośla raz, ale udało mi się ją wyprowadzić. Trzymałem tak mocno jak mogłem. Karp co chwilę wychodził pod powierzchnie i zawracał ku roślinności. Był piękny, pełnołuski, złoty karp w fantastycznej formie, fantastycznej na tyle by sprawić, że moja ręką solidnie bolała. Niestety także na tyle by po raz kolejny zanurkować w roślinność. Tym razem skutecznie. Starałem się go wyprowadzić z chwastów, ale tym razem się nie udało. Po minucie wyjąłem haczyk z zielska i siadłem sobie na brzegu. Piękna sprawa. Spontaniczny wypad i taki przeciwnik. Trudno się dziwić, że ludzie tak kochają łowić karpie. Gorący dzień, gorący weekend i gorące lato dobiegały końca…

 

Chłodniej i z deszczem

Ostatni weekend był już dużo chłodniejszy. W ciągu tygodnia temperatura spadła o około dwadzieścia stopni, pojawił się deszcz i zapach nadchodzącej jesieni, a jeśli jesień to trzeba było sprawdzić co słychać u szczupaków, na Wieprzu (o wędkowaniu na Wieprzu pisałem już wcześniej tutaj). Zabrałem lekki spinning i pojechałem na dawno nie odwiedzany odcinek rzeki, żeby zobaczyć czy w dołkach kryją się jakieś zębate potworki. Jak się okazało kilka z nich tam jeszcze zostało. Mimo deszczu udało mi się złowić dwa szczupaczki, a dwa kolejne mi się zdjęły. Niestety tylko jeden z nich prezentował się w miarę solidnie. 61 cm to jeszcze żaden byk, ale dożył długości 11 cm ponad wymiar, a na naszych wodach to już świetny wynik. W podbieraku był grzeczny, tak jakby wiedział, że i tak go wypuszczę. Mam nadzieję, że jeszcze troszkę pożyje. Reszta to krótsze wariaty o długości około 45 cm, więc ich bezpieczeństwo wisi już na włosku.

szczupak we wrzęsniu

W niedzielę pojechałem w inne miejsce na Wieprzu, również w poszukiwaniu szczupaków. Z jakim efektem? Patrzcie – początek artykułu. Zbliża się ciekawy, szczupakowy czas. Kto wie, może i na Wieprzu w tym roku trafią się jeszcze piękne ryby. Jeśli tak się stanie z pewnością o tym napiszę.

Podsumowując

Dla tych, którym nie chciało się czytać całego artykułu i przeszli od razu tutaj piszę skrót – fajnie było.

Jak się okazuje takie spontaniczne wyjazdy w miejsca trochę zapomniane, a trochę lekceważone mogą przynieść nam bardzo ciekawe wędkarskie przygody. Z pewnością wielu z Was mogłoby opowiadać niezliczone historie tego typu. Najważniejsze jednak byśmy mieli czas i zdrowie żeby na ryby jeździć, a z tym jak wiadomo bywa różnie. Życzę Wam więc dużo zdrowia, sporo wolnego czasu, pięknych ryb i żeby żony za bardzo się na Was nie złościły. W razie gdybyście potrzebowali porad związanych z leczeniem skutków przemocy domowej agresywnych żon, piszcie śmiało, ja już przetestowałem wszystko.

Do następnego razu i…

pilnujcie wędek!!! ( przed żonami też, tak w razie czego )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *