chruscik-przyneta-dostepna-na-miejscu
Chruścik, przynęta dostępna na miejscu
7 sierpnia 2015
moje-ulubione-lowiska---daniel-sypniewski
Moje ulubione łowiska – Daniel Sypniewski
14 sierpnia 2015

Wodo przybywaj! Wieprzowe wędkowanie.

wodo-przybywaj-wieprzowe-wieprzowanie

Ostatnim razem starałem się ( starania zawsze warto docenić, pamiętajcie! ) opisać mój powrót z emigracji, niesamowite, emocjonalne przeżycia z tym związane oraz sytuację na moim ukochanym Wieprzu.

Wspomniałem o pewnych problemach z drapieżnikami ( zwłaszcza tymi żarłocznymi z PZW ), a także o pierwszych rybach tego sezonu, które dały mi radość i wiarę w to, że na Wieprzu można jeszcze fajnie powędkować.

Pisałem też o żonie, ale tutaj wolę już zamilknąć, wystarczy że jedno oko mi spuchło i ledwo widzę. Przemoc w domu to straszna rzecz, nawet pies się ze mnie śmieje…

Dziś chciałbym przybliżyć Wam swoje spostrzeżenia związane ze zmianami, które po sporych opadach bywają bardzo burzliwe. W zeszłym roku doszło do powodzi. W ciągu jednej nocy znikająca od suszy rzeka zamieniła się w potężny zalew. Tak to wyglądało:

Miałem nadzieję, że w tym roku woda wzrośnie, ale powodzi nie będzie. Tak też się stało.

 

Się łowi, gdzie się da…

W nocy z 26 na 27 Maja br. woda w Wieprzu nareszcie zaczęła się podnosić. Po okresie suszy nadeszły chmury, burze i deszcz. Efektem tego była zmiana poziomu rzeki o około pół metra w przeciągu jednej nocy.

W miejscu gdzie łowiłem wcześniej, spokojna do tej pory woda bardzo przyspieszyła. Spojrzałem więc na rzekę, znalazłem miejsce, w którym woda zwalniała i tworzyła w miarę bezpieczną strefę. Widać też było oznaki żerowania ryb. To nic, że jeszcze wczoraj tamto miejsce wystawało ponad wodę i że dziś też jest jeszcze dosyć płytko. Było to jedyne miejsce, w którym była szansa na spokojne zastawienie wędek. Zerwałem się do galopu, wędki ustawiłem jak Zawisza Czarny lancę i pognałem w miejsce, które sobie upatrzyłem. Byłem od niego jakieś 5 metrów, ale żeby tam dotrzeć musiałem obejść całe stare koryto rzeki, aż do mostu i pokierować się w kierunku popularnego „cypla” przy którym owa miejscówka się znajdowała. To miejsce jest tak popularne, że Doda chciałaby mieć tylu wiernych fanów. Rozumiecie już więc dlaczego biegłem jak spłoszony jeż po autostradzie. Dobiegłem zdyszany, spocony, okulary zaparowały mi na sztywno i widziałem jedynie kolory i zarysy kształtów, ale co tam, dotarłem pierwszy! Już nikt nie mógł mi przeszkodzić, już wiedziałem, że pierwsza część mojego planu się powiodła i będę łowił tu gdzie sobie życzyłem.

Teraz pozostało już tylko złowić jakieś ryby..

 

Leszczowe zacisze

Spokojna woda, otoczona rwącym prądem rzeki wyglądała bardzo zachęcająco i nawet fakt, że miejsce było płytkie, nie zniechęcało do łowienia. Rozmieszałem i wrzuciłem dwie, może trzy garści zanęty do rzeki, uzupełniłem kukurydzą, zastawiłem dwie spławikówki i czekałem.

Wiedziałem, że nie mogę liczyć na częste intensywne brania, gdyż w wodzie o głębokości pół metra jakiekolwiek zamieszanie skutecznie płoszy ryby, ale liczyłem na to, że co kilkanaście – kilkadziesiąt minut jakaś rybka wejdzie w zanętę i złapie się na haczyk.

Nie przeliczyłem się i wieczorne łowienie wyglądało tak jak się spodziewałem ( normalnie taki ze mnie taktyk, strateg i w ogóle majster, że szok ). Złowiłem cztery leszcze w przedziale 41-49 cm, może nie jakieś wielkie „łopaty”, ale już takie przyzwoite „sztychówki” chociaż.

Pierwszy dzień łowienia na podnoszącej się wodzie przyniósł obiecujące wyniki. Czekałem na kolejny…

 

Śmieciowe żarcie…

            28-ego maja byłem niezwykle ciekaw jak wygląda Wieprz. Wiedziałem, że poziom wody się zwiększa, ale nie byłem pewien o ile. Jak się okazało woda zrównała się z brzegami, w ciągu nocy wzrosła o ponad metr i jasnym było, że każdy następny krok osób pracujących przy zaporach wodnych będzie desperackim krokiem w obronie okolicznych terenów przed powodzią. Zaczęło się manewrowanie urządzeniami wodnymi, przekierowywanie wody to na stare koryto rzeki, to na elektrownie i znów stare koryto… Domyślacie się zapewne, że łowienie w takich warunkach jest praktycznie niemożliwe, ale mimo to próbowałem! Szukałem małych przybrzeżnych zastójek, traw spowalniających wodę itd. Okazało się, że tym sposobem udawało mi się łowić ryby. Złowiłem kilka „japońców” i leszczy, ale najważniejsze dla mnie było obserwowanie przyrody, oraz aktywności ryb, za która tak bardzo tęskniłem.

Woda, która wyszła na pełne traw brzegi wręcz gotowała się od żerujących ryb. Co chwilę słychać było hałas ryb buszujących po przybrzeżnych krzaczkach, oraz drapieżników, które wykorzystywały obecność ryb blisko powierzchni rzeki. Widać było jak wiele pokaźnych rozmiarów ryb wyszło ze swoich kryjówek, żeby wykorzystać rosnący w oczach poziom wody. Dla każdego wędkarza taka aktywność to uczta, nawet jeśli nie ma warunków do wędkowania.

Przez trzy dni przyglądałem się rzece, zastanawiając się, jak większość mieszkańców, czy dojdzie do powodzi czy nie. Delektowałem się przy tym widokiem ryb, które zbierały z powierzchni „śmieciowe jedzenie”, spłukane z brzegów. Nawet leszcze, które na co dzień trzymają się blisko dnia żerowały, co chwilę pokazując swoje grzbietowe płetwy. Widziałem jak rzeka bez żadnych problemów zabiera z brzegu zwalone drzewo, obserwowałem siłę żywiołu i czekałem. Ostatecznie do powodzi nie doszło, a woda zaczęła powoli się obniżać.

 

Niespodziewany gość w opadającej wodzie

Gdy poziom wody zaczął się obniżać, w ciągu jednej nocy spadł on o metr. Tak jak wcześniej szybko przyrastał, tak teraz szybko spadał. Wybrałem się więc na stare koryto rzeki, na którym rwąca jeszcze wczoraj woda, dziś spokojnie sobie stała, tak jakby tam zawsze był spokój i cisza. Zabrałem spławikówkę i feederka i rozkoszowałem się łowieniem na spokojnej, łatwej do opanowania wodzie. Tam gdzie podsypywałem zanętę, tam też opadała ona do dna. Feedera zarzucałem dokładnie tam gdzie chciałem, normalnie pełna kontrola. Złowiłem „japońca” ok 30 cm, leszcza 42 cm i myślałem, że będzie to kolejny dzień z „japońcami” i leszczami. Wcale by mi to nie przeszkadzało. Wieczór dobiegał końca. W pewnym momencie sypnąłem na spławik będący ok 3 metry od brzegu kilka ziaren kukurydzy. Dosłownie w tym samym momencie spławik „odjechał”, a ja byłem pewien, że kolejny karaś wpadł na posiłek. Okazało się jednak, że ryba na haczyku zaczęła mi szaleć po całej rzece, od jednego do drugiego brzegu. Lekki zestaw spławikowy, na bardzo miękkim kiju miał swoją sesję testową. Z jednej strony kępy traw, z drugiej strony sterczące gałęzie, a na haczyku „zrybna sztuka” jak by to ujął John Wilson. Okazało się, że był to 48 centymetrowy karp. Na większości „dziur z karpiami” przy zestawie karpiowym i kiju o krzywej ugięcia 3,5 funta nie byłby on wielkim wyzwaniem, ale w tych warunkach musiałem się sporo nagimnastykować, żeby wyjąć go na brzeg. Summa summarum udało się i był to dla mnie ogromny powód do radości. Chwilę później miałem jeszcze na brzegu 40 centymetrowego karasia. Fantastyczne zakończenie dnia- pomyślałem.

ryby z wieprzy

Płynęło, minęło…

Następnego dnia woda zeszła do poziomu równemu tego sprzed opadów. Rzeka znów ucichła. Żerujące, jeszcze kilka dni temu ryby, znikły.

Pozory często mylą moi drodzy. To, że ryb nie widać jeszcze nie znaczy, że ich nie ma, ale te kilka dni pokazało jak bardzo nasza działalność wpływa na sposób funkcjonowania rzeki i ryb w niej żyjących. Zapory, zbiorniki retencyjne, elektrownie, przecięcia i spiętrzenia rzek. Regulacje, regulacje, regulacje… Wszystkie tak bardzo betonowe jak wyobraźnia ludzi, którzy je wymyślali i tworzyli. Podczas, gdy świat przywraca naturalną retencję i ucieka od niszczenia przyrody my wciąż brniemy w kierunku ciemnej strony mocy.

Nasze ukochane rybki chcą żyć, chcą pływać i zbierać smakołyki z brzegów, podjadać larwy i owady, chcą wolności w swoich rzecznych domach. Można zganiać wszystko na brak deszczu, ale prawda jest znacznie trudniejsza do wytłumaczenia.

Szczerze życzę Wam, sobie i przede wszystkim rybom, byśmy wreszcie zaczęli szanować ich dom i zrozumieli jak ważny jest on także dla nas.

 

Dobre newsy

Żeby nie kończyć zbyt „zadumiastym” akcentem wspomnę o pewnych nowościach, które dotarły do mnie po wędkarskich językach. Podobno ( wiecie jak to jest pewne opowieści trzeba traktować z delikatnym dystansem ) w ostatnim czasie na Wieprzu trafiały się ponad 10 kilogramowe karpie, a wędkarzom na spinningach zawisały i spadały ( hihihihihi ) ponad metrowe szczupaki! Jeszcze ze dwa dni i usłyszę, że komuś się zdjęła metrowa brzana… oby!!! Oj brzana to by nam się na Wieprzu przydała! Także, tego ten tego no rozumiecie – brać wędki i nad wodę, bo mimo, że stan wód nie rozpieszcza, to wciąż pływają w nich ryby, które na zdjęciach wyglądają przepięknie. Pamiętajcie tylko, że ryby wypuszcza się do rzeki, a nie na głęboki olej! Ja niektórym wciąż powtarzam, a i tak zapominają…

Do zobaczenia nad wodą i…

Pilnujcie wędek!!!

2 Komentarze

  1. heh pisze:

    Genialnie się czyta ten tekst.
    Świetnie napisany 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *