Szwecja – wędkarski raj – historia niedokończona Reviewed by Tomasz Nawrocki on . Nim zacznę, Drogi Czytelniku, zapoznaj się z pierwszą częścią historią, którą pragnę się z Tobą podzielić: Szwecja - wędkarski raj Z radości tańczę na łódce. Ws Nim zacznę, Drogi Czytelniku, zapoznaj się z pierwszą częścią historią, którą pragnę się z Tobą podzielić: Szwecja - wędkarski raj Z radości tańczę na łódce. Ws Rating: 0

Szwecja – wędkarski raj – historia niedokończona

Szwecja – wędkarski raj  – historia niedokończona

Nim zacznę, Drogi Czytelniku, zapoznaj się z pierwszą częścią historią, którą pragnę się z Tobą podzielić:

Szwecja – wędkarski raj

Z radości tańczę na łódce. Wszak to największy szczupak jakiego udało mi się kiedykolwiek złowić. To nic, że do magicznych 100 cm trochę zabrakło. Liczy się, że ryba jest pokaźnych rozmiarów i udało się ją z sukcesem wyholować. Szybka sesja zdjęciowa i zębaty drapieżnik wraca do wody. Chwilę stoi nieruchomo, jakby zdziwiony, że darowano mu wolność, wreszcie zamiata płetwą ogonową i majestatycznie odpływa w głębiny. A ja, siadam na łódce i delektuję się pięknymi krajobrazami. Słońce pomalutku chowa się za horyzontem, koledzy jeszcze bardziej zmotywowani do walki, energicznie wymachują wędziskami. Jest po prostu pięknie!

Zmotywowani – płyniemy dalej!

Niebawem na łódkach lądują kolejne ryby. Nie są tak duże jak mój olbrzym, ale część z nich spokojnie przekracza 70 cm długości. Zwłaszcza ryba Marka złowiona tuż przed zachodem słońca stanowi niezły okaz. Dodatkowo, szczupak ten jest bardzo waleczny i nie poddaje się łatwo. Wędzisko trzeszczy niebezpiecznie, plecionka z gwizdem wysnuwa się z kołowrotka. Ryba nurkuje w pewnym momencie pod łódkę i przez chwilę wydaje nam się, że ją straciliśmy. Wędka wygina się w piękną parabolę. Jeszcze nie widziałem, że można tak bezkarnie wygiąć spinning. Ale Marek jest wytrawnym łowcą i nie jest łatwo go przechytrzyć. Piękny „zębacz” też ląduje ostatecznie na pokładzie oraz w obiektywie aparatu fotograficznego. Jego fotografia będzie wkrótce stanowiła ozdobę kalendarza wędkarskiego, który po skończonej wyprawie postanowiliśmy sobie na pamiątkę stworzyć. Jacek z wujkiem znaleźli za to ciekawe miejsce z drugiej strony wyspy i tam trafiają im się kolejne szczupaki. Zadowolony Jacek prezentuje kolejnego „zębacza” który połakomił się, a jakże, na wahadłową blachę.

Szwedzki szczupak
Szybko mijają dni na zatoce Syrsan. Pogoda sprzyja. Wieje lekki wietrzyk, jest dość ciepło jak na wrzesień. Łowienie szczupaków przerywamy sobie od czasu do czasu polowaniem na okonie. Znaleźliśmy ciekawą górkę podwodną niedaleko toru wodnego i tam posyłamy nasze gumowe imitacje rybek. Mam swoje ulubione w kolorze bladozielonym, okonie je po prostu kochają.

Szwecja -wędkarski raj
Muszę uczciwie przyznać, że kilka ze złowionych okoni wylądowało na naszej patelni. Ciężko było się oprzeć spróbowaniu świeżo złowionej rybki. Mój brat Jacek jest fachowcem od filetowania ryb i z zapałem zajmuje się przygotowaniem kolacji. Szwedzki gospodarz przygotował tuż nad wodą specjalny stół do sprawiania ryb i tam nasze okonie zamieniają się w smakowite filety. W domku obowiązuje zakaz skrobania ryb. W międzyczasie wujek Jerzy namawia nas do grzybobrania. Fakt, tak blisko do dorodnych okazów jeszcze nigdy nie mieliśmy. Kilka minut spaceru po okolicznych zaroślach i już jest pełna siatka świeżych grzybów. Tylko jak je najlepiej przyrządzić? Wpadamy na pomysł wykorzystania grilla będącego na wyposażeniu domku. Trochę kiełbasy, cebuli oraz przypraw i wujek demonstruje swój kulinarny kunszt. Potrawa jaką wyczarował z zebranych darów lasu bije na głowę wszystko co do tej pory jedliśmy. Po chwili nie ma już śladu po naszej rybno-grzybowej kolacji.

Na co łakomią się szczupaki?

Są za to długie wieczorne dyskusje o mile spędzonym dniu na wodzie i stosowanych przynętach. Dochodzimy do ciekawych wniosków, że oprócz agresywnie pracujących woblerów, hitem są zwykłe, wahadłowe blachy. W Polsce wielu wędkarzy odłożyło je już do lamusa, natomiast w Szwecji sprawdzają się świetnie. Jacek w pewnym momencie zaczął łowić tylko na blachy i wyniki miał porównywalne z tymi, którzy eksperymentowali z różnymi przynętami. Ciekawe, że bardzo słabo sprawiały się natomiast tradycyjne obrotówki. Najbardziej łownymi modelami okazały się natomiast Executory firmy Salmo oraz Shad-rapy i X-rapy szwedzkiej Rapali. Przynęty gumowe były przez nas używane głównie do połowu okoni, chociaż jakieś pojedyncze szczupaki też się na nie skusiły. Wahadłówki sprawdzały się za to praktycznie bez ograniczeń. Nie miały znaczenia ich kolor, wielkość i sposób prowadzenia. Morsy, algi, gnomy, co było pod ręką szło do wody i były efekty. Zastanawiałem się nawet czy przypadkiem nie stanowią one dla szwedzkich szczupaków jakiegoś nowego wynalazku i czy ich ataki nie są powodowane zwykłą ciekawością. Faktem jest, że z roku na rok jadąc do Szwecji powiększamy swoje arsenały „blaszanych” przynęt, a szczupaki jeszcze się nimi nie znudziły.

W trakcie rozmowy z przyjaciółmi doszliśmy również do konkluzji, że jadąc na ryby do Szwecji nie można w ciemno zakładać, że złowi się setki ryb. Zwłaszcza nie znając konkretnej wody i nie mając przecież wpływu na pogodę. Owszem, tamte wody są z pewnością bardziej rybne niż nasze i szansa na duży okaz jest sporo większa, ale nie oznacza to, że codziennie będziemy łowić po kilkanaście szczupaków na osobę. Czasem będzie to jedna ryba, czasem pięć , a czasem wraca się o tzw. kiju. I to też jest w sumie piękne w wędkarskim sporcie, bo gdyby faktycznie każde wypłynięcie na wodę kończyło się setką szczupaków, to czy łowienie byłoby tak fascynujące? I jeszcze jeden aspekt łowienia na szkierach , który bardzo przypadł nam do gustu, i którego w Polsce trudno doświadczyć. Ogrom wody i brak konkurencji na wodzie. Nie ma wyścigów do najlepszej miejscówki, nie ma ruchu jak na przysłowiowej ul. Marszałkowskiej co często zdarza się na lepszych polskich łowiskach. Jest cisza, spokój i piękna przyroda wokół. Czasem trafi się piękna ryba, a wtedy nic więcej do wędkarskiego szczęścia nie potrzeba.

Do widzenia Syrsan

Nadszedł wreszcie dzień pożegnania z Syrsan. Sprzątamy starannie domek, myjemy łodzie i ze smutkiem pakujemy wędkarski sprzęt. No koniec sprawdzamy jeszcze stan śrub na naszych łodziach. Wiemy, że Peter dokładnie je obejrzy, a ewentualne uszkodzenia mogą nas trochę kosztować. Wszak kilka razy delikatnie zaczepiliśmy o podwodne głazy. Tym razem na szczęście wszystko jest w najlepszym porządku. Przy okazji dobra rada dla wszystkich jeżdżących do Szwecji na ryby. Sprawdzajcie obowiązkowo stan śrub w wynajętych łodziach zarówno na początku jak i na końcu pobytu. Jeśli to możliwe wykonujcie fotografie śrub. Kaucje za wynajęty sprzęt są wysokie i nie warto płacić za nie swoje szkody. Z doświadczenia wiem, że na taryfę ulgową nawet w przypadku niewielkiego uszkodzenia śruby nie ma co liczyć.
W oczekiwaniu na inspekcję szwedzkiego gospodarza idę nad brzeg wyspy, żeby raz jeszcze nacieszyć oczy pięknem tego dzikiego krajobrazu. Siedząc na skale i obserwując szybującego nad sosnowym lasem orła wiem, że bardzo chciałbym tutaj jeszcze kiedyś wrócić. A najlepiej w ogóle stąd nie wyjeżdżać. Chciałbym ponownie wsiąść na łódkę i poczuć na wędce atak „zębatego” przeciwnika. Ciekawe o czym myślą w tej chwili moi wędkarscy przyjaciele?

 

Szwedzki krajobraz
Okazuje się , że myślą dokładnie o tym samym co ja. Kiedy po końcowej, pozytywnej inspekcji domku, gospodarz odwozi naszą grupę do czekającego na leśnym parkingu samochodu, zaczynają się pierwsze, początkowo nieśmiałe sugestie, że może warto powtórzyć taką wyprawę wiosną. Na każdym postoju w drodze do portu w Karlskronie, poruszamy ten pomysł raz po raz. Wsiadając na prom jesteśmy już pewni, że w maju znów pojawimy się na Syrsan. I rzeczywiście tak się ostatecznie stanie, ale o tym jak bardzo zaskoczył nas szwedzki maj będzie już w kolejnej części mojej opowieści..
Cdn.

W obrębie serwisu obowiązuje całkowity zakaz kopiowania treści!

O autorze:

Tomasz Nawrocki

Mam 46 lat, wędkuję od 6 roku życia. Pasję do wędkarstwa zaszczepili we mnie mój ojciec oraz dziadek. Początkowo uprawiałem głównie wędkarstwo spławikowe, ale od 8 lat praktycznie tylko spinninguję. Mieszkam w Elblągu,z wykształcenia jestem inżynierem rybactwa śródlądowego, jednakże w zawodzie tym nie pracuję, Oprócz wędkarstwa uwielbiam podróżować, moim hobby są również języki obce i pisarstwo.

Opublikowanych artykułów: : 2

Skomentuj używając facebooka

Napisz komentarz

WedkarstwoMojaPasja.pl 2014

Przeczytaj inne:
co lowic w styczniu
Jak i co łowić w styczniu?

Styczeń na rybach Styczeń, to miesiąc, w którym dla wielu wędkarzy rozpoczyna się nowy sezon wędkarski. Nie ma czasu na...

Zamknij
Scroll to top