jak-i-co-lowic-w-sierpniu
Jak i co łowić w sierpniu?
31 lipca 2015
chruscik-przyneta-dostepna-na-miejscu
Chruścik, przynęta dostępna na miejscu
7 sierpnia 2015

Miłość na rybach, czyli jak zostałem wędkarzem.

milosc-na-rybach-czyli-jak-zostalem-wedkarzem

 Ach ta miłość…

Miłość swojego życia można spotkać w różnych okolicznościach i miejscach, ale w moim przypadku była to historia niesamowita, kompletnie zmieniająca moje życie na plus, historia która nadała mojemu życiu sens. Opisywać jak poznałem najbardziej zwariowaną i niesamowitą kobietę na świecie nie będę. Opowiem tu jednak o randce, którą wymyśliła Ewa – bo tak ma na imię. Podczas naszych pierwszych rozmów Ewa powiedziała, że jej wielką pasją jest wędkarstwo. Zdziwiłem się bardzo, ponieważ nie wyglądała na wędkarza. Wysoka, zgrabna rudowłosa dziewczyna wyglądająca w mych oczach jak jakaś modelka w kaloszach i stroju moro? Jakiś żart! No, ale cóż – każdy ma jakiegoś bzika.

Umówiliśmy się o czwartej rano (ups!) pod moim domem. Podjechała swoim autem i pojechaliśmy nad jezioro. Ja zupełnie nie mający pojęcia o łowieniu ryb musiałem wyglądać przezabawnie gdy wszystko mi się plątało. Zresztą Ewa miała ubaw po pachy, szczególnie gdy prosiłem ją, żeby mi nałożyła robaki na haczyk (potem już przełamałem obrzydzenie) Patrzyłem na nią z fascynacją jak zgrabnie i z gracją holuje ryby. Udało mi się złowić tylko kila małych płotek (oczywiście pierwszą Ewa musiała sama wyhaczyć 🙂 ), za to w jej siatce pływało już kilka sporych leszczy, linów i innych ryb, których nazw nawet nie znałem. Dzień zapowiadał się fantastycznie. Około godziny jedenastej słonko nieźle już grzało, brania ryb ustały więc położyliśmy się na kocu, a Ewa wyciągnęła kosz z przysmakami na śniadanie. Las pachniał wspaniale, otaczająca nas przyroda, cudowna pogoda i świeżutkie powietrze wywołało u nas nie lada apetyt. Po śniadaniu wygrzewaliśmy się na słońcu i rozmawialiśmy, głównie żartując z moich umiejętności wędkarskich. Potem nastała ta chwila ciszy, która czasami pojawia się na randkach i zaryzykowałem – chwyciłem jej rękę i wtedy usłyszałem: „no nareszcie”… i serdeczny śmiech. Obróciliśmy swe twarze ku sobie i zbliżyłem swe usta, aby ją pocałować… i nagle – pipipipipi – „przeklęty elektroniczny sygnalizator brań” zdenerwowany pomyślałem.Ewa podskoczyła i natychmiast ruszyła w kierunku drugiej wędki zarzuconej na karpia. Zacięła i krzyknęła: – Siedzi! Podaj podbierak! – rozkazała. Po kilku minutowym holu wyciągnęła ogromnego karpia, a ja z głupią miną patrzyłem na jej rozpromienioną piękną buzię. Cieszyłem się bardzo z jej szczęścia, była to jej największa ryba w życiu, choć w duszy przeklinałem tego karpia – nie mógł poczekać parę minut dłużej z tym braniem? Już byłem tak blisko a tu przez tą rybę nic nie wyszło. Na szczęście Ewa powiedziała: – Nie martw się tak, jeszcze mnie pocałujesz – powiedziała i znowu zaczęła cała zarumieniona się śmiać, a ja odetchnąłem z ulgą bo już wtedy wiedziałem, że takie szczęście jakie mi się trafiło nie każdemu jest dane.

Wieczorem zjedliśmy na kolację jedną z ryb (resztę Ewa wypuściła). Popijając wino rozmawialiśmy o różnych metodach połowu. Nie sądziłem, że to mnie aż tak wciągnie. Buziaka oczywiście dostałem, a od tamtej pory jeździmy już na ryby dwadzieścia lat razem z naszymi rudowłosymi dzieciakami.

Tak więc dzięki wędkarstwu mam wspaniałą rodzinę; i kto by pomyślał, że ktoś taki jak ja – komputerowiec spędzający godziny przed monitorem pokocha przyrodę i zostanie całkiem niezłym wędkarzem.

Daniel Sypniewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *