na-karasia
Na karasia!
15 maja 2015
metoda-pelnego-zestawu---the-method
Metoda pełnego zestawu – The Method
30 maja 2015

Łowimy liny! Namierzyć prosiaczka.

lowimy-liny

NAMIERZYĆ PROSIACZKA

czyli

JAK ZŁOWIĆ LINA?

Słonko zaczyna nieśmiało przebijać się przez lekko zamglony poranek, smagając swymi promieniami delikatnie świeżą zieleń rozpędzonej wiosny i lustrzaną taflę wody. My już jednak siedzimy na naszej miejscówce, wpatrując się w jakże niewyraźną jeszcze antenkę spławika. Wdychamy pełną piersią zapach świeżej jutrzenki, delektując się widokiem wypływającego na żer perkoza, wsłuchując się w poranny krzyk żurawia oznajmiającego, iż już dotarł na swą kolorową, spowitą pajęczyną łąkę szykując się do śniadania.

jezioro spowite mgłą

To właśnie takie chwile najbardziej lubimy w oczekiwaniu na branie lina – cudownie ubarwionego księcia mrocznych partii jeziora. HA! Ale ile czasu musieliśmy poświęcić na wytropienie i zwabienie „księciunia”. Lin najaktywniej żeruje w dobrze nagrzanej (optymalna temperatura to 20 stopni C), płytkiej wodzie pośród gęstej roślinności zanurzonej i wynurzonej. Tam czerwonooki znajduje schronienie. Jego barwa i ułuszczenie wskazują na to, iż jest to ryba preferująca miejsca zacienione, obfitujące w zieloną szatę roślin wodnych. A wiec tam gdzie moczarka, rogatka, wywłócznik, grążel, a przede wszystkim rdestnica tam możemy spodziewać się lina. Pyszczek lina jest podobnie zbudowany jak u karpia i leszcza służąc mu do przekopywania mulistego dna, gdzie szuka zwierzątek mułolubnych.

lin

Właśnie podczas takiego intensywnego żerowania, tinca tinca wytwarza specyficzne, zdradzające jego obecność, pęcherzyki powietrza – a właściwie sznur małych pęcherzyków, które po chwili znikają. Gdy już lin na dobre szaleje w naszym łowisku, wytwarzają się bąble uwolnione z mułu. Oczywiście nabąblenie zależeć będzie od rodzaju, ilości i napowietrzenia mułu. Bywa i tak, że w łowisku wrze jakbyśmy zamiast zanęty wrzucili do wody karbid, ale może to oznaczać, że to mocno żerujące inne gatunki ryb np. leszcze, krąpie, płocie czy wzdręgi. Innymi oznakami zdradzającymi obecność ryby są trzęsące się, jak potocznie nazywa się oczerety, czyli drżące pałki wodne, tatarak, trzcina, grążele itp., Jeśli zauważymy takie oznaki to świadczyć to będzie, że nasz tłuścioszek jest zainteresowany ślimakami i pijawkami przyczepionymi do owych roślin, i które zapamiętale zasysa. Właśnie podczas takiego żerowania czerwonookiego możemy usłyszeć charakterystyczne cmokanie. Przysmakiem lina jest, bowiem ślimak, w szczególności dwa gatunki zagrzebków – pospolity i sklepiony, które nie są objęte ochroną gatunkową, więc śmiało możemy założyć je na haczyk. Obecność licznie występujących w danym zbiorniku takich ślimaków świadczy o bardzo dobrych warunkach bytowych dla lina. Dobrą wiadomością jest też to, że lin w naszych wodach ma się coraz lepiej – jest rybą trudną do złowienia, odporną na siatki kłusowników. Drapieżników – niestety, jest coraz mniej, a więc i linów i karasi więcej.

MIEJSCÓWKA – NASZE KRÓLESTWO

Zacznę od tego, że lin ostrożny, podejrzliwy i przebiegły jest nie bez powodu. Jako przysmak drapieżników nauczył się wychodzić na żer późną porą, trzymając się właśnie blisko mulistego dna i gęstych roślin, przybierając przez lata ewolucji barwy, dzięki którym potrafi wtopić się w otoczenie. Jest rybą o niskiej przeżywalności w okresie dorastania. Jak obliczyli ichtiolodzy samica ważąca 0,7-0,9kg składa około 300tyś ziarenek ikry i nieprawdopodobne acz prawdziwe jest to, że po trzech, czterech latach zaledwie trzy osobniki przeżyją, doczekując się około 300g wagi. No, więc musi, po prostu musi być rybą ostrożną.

lilie

Żeby dobrać się do takiego cwaniaczka też musimy być ostrożni. Łowiąc z brzegu, łodzi czy pomostu musimy wtopić się w otoczenie. Tu nie ma mowy o jaskrawych, szpanerskich ciuchach, czerwonym parasolu itd. Lin żerujący w płytkiej, często nawet poniżej pół metra, przejrzystej wodzie będzie bardzo ostrożny i jeśli zobaczy coś nienaturalnego na brzegu to zignoruje nawet najpyszniejszą, podaną mu przez nas pod nos przynętę. Odległość od naszego stanowiska do łowiska powinna być nie mniejsza niż 7-8 metrów, 10 i więcej to najlepsza, optymalna odległość, z której lin nas już nie zobaczy (wszystko zależy oczywiście od przejrzystości wody), a i jakiś nieostrożny, przypadkowy hałas przez nas wywołany pozostanie bez konsekwencji. O cichym zachowaniu w takim miejscu chyba nie ma, co pisać. Powiem prosto – myszka, jesteśmy cichutko jak myszka. Z tej racji musimy zapewnić sobie wygodę na stanowisku. Podejrzewam, że podobnie jak ja, wielu z Was też trzeszczą kolana, łupie w krzyżu. Cóż, wiek robi swoje a czasy, gdy łowiliśmy w pozycji klęczącej lub na kolanach minęły bezpowrotnie. Wygodny fotel to podstawa, podbierak, zanęta, przynęty, skrzynka pod ręką – stanowisko musi być dokładnie, rozsądnie rozplanowane, łącznie z miejscem na zimne piwo.

PRZYGOTOWANIE ŁOWISKA

Jestem przeciwnikiem oczyszczania z roślin miejsc, w których zasadzimy się na lina. Musimy pamiętać, że dewastowanie większych fragmentów dna chluby nam nie przyniesie i w zasadzie jest zabronione. Dodatkowo nie sprzyja to wędkarzowi w złowieniu dużego okazu – wielki lin będzie omijał z daleka miejsce, w którym zaszły drastyczne zmiany. Jeśli już jesteśmy zmuszeni do wycięcia, zgrabienia roślin, to zróbmy to na małej przestrzeni około metra plus wytnijmy „drogę”, po której będziemy lina holować. Przy systematycznym nęceniu sypką zanętą wszelkie podwodne rośliny znikną dość szybko i w miejscu tym już tylko od nas zależy czy uczynimy taki „stół” interesującym dla zielono-złotego króla przydennej krainy. Nie musimy jednak wcale przygotowywać łowiska.

lilie wodne

Świetnym sposobem połowu linów w gęstej łące kapelonów jest łowienie bezspławikowe. Gdy zauważymy drgające rośliny, gdy usłyszymy te miłe dla ucha cmokanie możemy użyć długiej wędki, mocnej grubszej żyłki 0,22-0,28 – w przypadku brania rybę będziemy musieli wręcz przytargać do siebie, zakładamy przelotowy, oliwkowy ciężarek zastopowany gumowymi stoperami, ustawiamy grunt 30-50cm i po zarzuceniu zestawu układamy obciążenie na liściu. Na haczyk obowiązkowo zakładamy to, co w takich warunkach ryba szuka, czyli pijawkę lub ślimaka. Jeśli lin skusi się na naszą przynętę to ciężarek z prędkością światła spadnie z liścia do wody, a wtedy natychmiast zacinamy i… walka z dużym prosiaczkiem w grążelach podniesie nam mocno ciśnienie, oj mocno. Zaś na otwartych wodach ryby te przywabić możemy tylko długotrwałym, systematycznym nęceniem.

NO TO NĘCIMY

Tu akurat bardzo lubię eksperymentować i tworzyć zasłyszane, ale najlepiej wymyślone samemu kompozycje zanęt. Doskonale wiem, że najlepszym sposobem, aby w naszym łowisku pojawiły się grubaśne liny jest nęcenie na grubo. Nie przesadnie jednak, garść kukurydzy konserwowej wrzucana przez kilka dni rano, popołudniu i wieczorem przed łowieniem zdziała cuda. Oczywiście takie nęcenie jest dla tych, którzy nad wodą przebywają nieustannie, ewentualnie spędzają długi urlop łowiąc, lecz co na to małżonki? Natomiast, jeśli łowimy na ogólnie dostępnych pomostach, na nieznanych łowiskach najlepsza okazać się może mieszanka zanęt spożywczych. Niestety nie wiemy, co i jakie ilości mogą trafić do wody, dlatego jeśli mamy taką możliwość wybierzmy się na ryby w poniedziałek, wtorek po weekendzie – zapewniam nie musimy wtedy nęcić prawie wcale. Nastawiając się na lina w zależności od miejsca i sytuacji, używam dwóch wędek, gdzie odległość między zanęconymi miejscami to min. 4-5m.

pszenicznik

Jeśli mam trochę czasu, staram się przygotowywać dwie zanęty doprawiając każdą innym zapachem. Dobrą dwukilogramową zanętę dzielę na pół i do jednej części dodaję to, co linki lubią najbardziej, czyli coś na miodzie, wanilii, (atraktory, dipy, biszkopt). Do drugiej natomiast coś z karmelem, ewentualnie specjalne atraktory pod lina – wybór w sklepach mamy ogromny. Aby utworzyć dywanik z zanęty na dnie można dołożyć 40-50% gliny rozpraszającej. Po nawilżeniu zanęty wodą, najlepiej z łowiska, w którym będziemy łowić (choć używam czystej, zdrowej wody ze studni głębinowej i coś czuję, że moje liny to lubią) odstawiamy na 20-30min. Po tym czasie zanętę przesiewamy dwukrotnie i dodajemy pocięte czerwone robaki, rosówki, troszkę pinki i pół puszki kukurydzy konserwowej na część zanęty lub pęczak i trochę płatków owsianych. Do łowiska wrzucamy 3,4 kule o średnicy 10-15cm dodatkowo obtaczając je w płatkach owsianych lub otrębach pszennych. W czasie łowienia dokarmiamy w zależności od intensywności brań i po każdej złowionej większej rybie kulką wielkości mandarynki. Nie przesadzajmy z ilością wrzucanej zanęty do wody a to, co nam zostanie zabierzmy do domu – wykorzystamy na następny dzień lub wyrzućmy. Po co w wodzie ma gnić i psuć łowisko, no chyba, że ryb jest dużo. Zasłyszaną ciekawostką ze świetnymi efektami jest nęcenie końskimi odchodami (o czym pisano np. tutaj) , ale nie próbowałem i raczej jest to sposób dla bardziej odważnych bądź zdesperowanych.

CO NA HACZYK?

Jak już napisałem wcześniej liny nie oprą się ślimakom, pijawkom i rosówkom, ale uwielbiają przecież jeszcze kukurydzę – często dobre wyniki możemy osiągnąć na zapachową kukurydzę wędkarską, np. od Lorpio:

kukurydze

Chętnie połkną białe i czerwone robaki, makaron, ciasto, groch, kulki proteinowe (rozmiar 12mm). Rewelacyjny może okazać się pęczak zabarwiony jakimś żółtym, spożywczym barwnikiem umoczony w waniliowym dipie lub zagotowany z tymże zapachem. Tłusty wykopany pędrak też może okazać się strzałem w dziesiątkę. Kiełż, ciekawym sposobem pozyskania tego żyjącego w przydennych strefach skorupiaka jest nabranie do wiaderka mułu z dna, następnie przepłukujemy i zbieramy.

ORĘŻ NA LINA

Często słyszę i czytam porady wędkarskie o sprzęcie na tą waleczną i sprytną rybę. Każdy wędkarz ma tu swoje upodobania, ale moim zdaniem nastawiając się na lina musimy użyć mocnego sprzętu i basta! Co do wędki – fantastycznie holuje się lina na bata czy delikatną odległościówkę, ale w przypadku odjechania ryby w zielsko, a tak się dzieje prawie zawsze, po prostu przegramy. Najlepszym rozwiązaniem byłaby mocna pięciometrowa wędka o ciężarze wyrzutu 20-40g. Natomiast z racji tego, że łowię często w miejscach gdzie za plecami i nad głową mam gałęzie używam teleskopów o dł. 3,30-3,90. Wszystko zależy, więc od warunków – w miejscach gdzie nie ma wielu roślin bądź występują takie gdzie nie zerwiemy zestawu (rdestnica pływająca) spokojnie możemy użyć długiej wędki do 20-25g wyrzutu.

kaliniak

Kołowrotek to już sprawa dowolna każdego wędkarza. Plusem będzie kołowrotek matchowy z płytką szpulą do dalekich wyrzutów. Hamulec skręcamy do oporu, chyba, że łowimy w miarę czystej wodzie. No i najważniejsze – żyłka i zestaw na niej zamontowany. Są tacy, którzy używają żyłek o średnicy 0,16-0,18 – ich sprawa – też tak długi czas łowiłem i traciłem wspaniałe ryby. W dżungli grążeli 0,20-0,22 to minimum. Spróbujmy użyć tonącej, ale -uwaga – jeśli nie pozwalają warunki to kładziemy żyłkę na kapelonach, nigdy pod. Nie używam przyponów, osłabiają zawsze zestaw. Przy takiej grubej żyłce beż przyponu brań będziemy mieć zdecydowanie mniej, lecz nasze szanse w boju znacznie wzrosną. Spławik powinien być przystosowany do łowienia pośród zaczepiających roślin, minimalnie oporny, w miarę krótki, kształtu gruszki gdzie wystawać nad wodę powinna tylko niewielka część antenki. Spławikiem o wyporności 1g-2g ciężko będzie dalej rzucić, więc zastosujmy 3g lub z obciążeniem własnym 2+1, 2+2g. Spławik zamontujmy na karabińczyku jak dawniej nazywano agrafkę. Stoper sznurkowy, haczyki ostre, dobrych firm, które po kliku wyjętych rybach lub zaczepach wymieniamy na nowe lub ostrzymy. Rozmiar haka dobieramy do zastosowanej przynęty np. nr 8 złoty do jasnych przynęt (białe, kukurydza), ciemne 4-6 do czerwonych robaków i rosówek. Niestety każda firma ma swoje własne rozmiary haczyków i często różnice są bardzo duże, wtedy próbujemy dobrać na oko. Obciążenie stosujemy jak najprostsze, można trzypunktowo rozmieścić śruciny tak, aby na dnie dwie leżały a jedna wyżej w toni lub założyć przelotową oliwkę i gumowy stoper 40cm od haczyka plus śrucinka sygnalizująca 10-15cm od haczyka.

ryba lin

BRANIE I HOL

Lin pobierający przynętę czyni to bardzo ostrożnie – tak biorącego lina nazywam żartobliwie sadystą. Ileż to trzeba mieć samozaparcia i cierpliwości, aby wyczekać do końca. Ryba ta w takiej sytuacji „niupla”, smakuje, pochwyta i wypluwa przynętę, porzuca i wraca do niej – no po prostu można oszaleć, ale nie wolno śpieszyć się z zacięciem – ryba zacięta, a nie wyjęta może spowodować, że przez dłuższy czas brania zanikną. Zdecydowanie bardziej wolę pewne brania, gdy spławik odjeżdża i spokojnie acz pewnie zatapia się, wtedy zacinamy. I tu zaczyna się walka no i problemy. Pamiętajmy, że lin zacięty nie schodzi z wędki, chyba, że z haczykiem. Jeśli zdoła uciec w sam gąszcz roślin, jeśli zdoła okręcić żyłkę wokół łodygi nenufaru bądź trzciny to już po nas. Doświadczony łowca linów jednak dobrze będzie wiedział jak sobie w takiej sytuacji poradzić. Musimy być opanowani, nie dać się ponieść emocjom, holować siłowo i zdecydowanie, ale w granicach rozsądku. Musimy rybę utrzymać przy powierzchni, nie pozwalając jej na ucieczkę w dno. Jeśli jednak wpląta się w roślinność – spróbujmy popuścić żyłkę, odczekać, pstryknąć kilka razy w żyłkę, jest wtedy szansa, że lin sam się wyplącze. Mimo, że po takiej walce nasze łowisko będzie wyglądać jak pobojowisko możemy jeszcze liczyć na kolejne ryby, które przyzwyczaiły się do naszej pysznej stołówki. Pamiętajcie jednak, że prawo do hałasowania przysługuje tylko rybie! Szalonych przygód z zielonym księciem mrocznego szlamu życzę.

oczeretniak

Podobało się? Udostępnij!

 

1 Komentarz

  1. Anonim pisze:

    Jak mozesz to doradz jak odsunac z lowiska wzdregi bo sa szybsze od linow i kaarasi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *