redaktor-poszukiwany
Redaktor poszukiwany!
16 lutego 2016
rybomania sosnowiec
Rybomania Sosnowiec 2016 – Plan Ekspozycji
3 marca 2016

Angielska zima na polskiej ziemi

W tym roku zima specjalnie nas nie przymroziła. Było co prawda dwa czy trzy tygodnie realnych mrozów, które udowodniły mi, że płyn w chłodnicy jednak trzeba było wymienić, ale poza tym okresem można było spokojnie chodzić na rybki. Z resztą niektórzy wykorzystali i ten mroźny czas by poszaleć na lodzie. Ja na lodzie nie łowię, bo nie bardzo mam gdzie więc skupiam się na wędkarstwie rzecznym. Tej zimy chodzę sobie jak Pan nad Wieprz i udaje, że zaraz coś złapię. Nie muszę nawet specjalnie się szykować, zakładam trzy pary skarpet, koszulę, sweter, kombinezon, spodnie, bluzę, kurtkę, czapkę i ważące tonę zimowe buciory i gotowe. Fakt, że mogę sobie powędkować zimową porą ogromnie mnie cieszy. W ostatnich latach się do tego przyzwyczaiłem, bo w Anglii gdzie mieszkałem przez ponad trzy lata pogoda także pozwalała na wędkowanie… chyba że padało i padało i padało i mokro i powódź i znów padało i takie tam. Na szczęście na Wieprzu żadnej wielkiej powodzi nie było. Przez kilka dni woda była podniesiona, gdy topiły się lody i śniegi, ale to pikuś w porównaniu z Tamizą, płynącą pięknie przez osiedle domków angielskich snobów.

Ciepły początek zimy

Patrząc chronologicznie wypadałoby zacząć od grudnia. Grudzień 2015 był absolutnie przepiękny, bardzo długo było ciepło i słonecznie, a że wiatr zrywał czapkę z głowy to mało istotny drobiazg, zwłaszcza że ten drobiazg doskwiera do dziś. Można by go porównać do bólu zatok, niby da się z nim żyć, ale nie daje o sobie zapomnieć. Z resztą wiatr i zatoki to dobrana para, o czym w tym roku nieraz się przekonałem.

W grudniu skończyłem zabawę z okoniami i zacząłem spacerować z gruntówkami. Przynęty to głównie rosówki, pszenica i czasem groch. Na pszenice trafiały się leszcze i płocie (sporadycznie), na rosówkę dołączał się jaź, a groch z racji rzadkich wizyt nad wodą był raczej rezerwowym smaczkiem, ale jeszcze wtedy rzadko używanym. Był to bardzo dobry okres na ryby, ale niestety miałem bardzo niewiele czasu i wykorzystałem go tylko w drobnym stopniu, co nie zmienia faktu, że kilka rybek miało okazję pozować do zdjęć. Musze Wam powiedzieć, że w grudniu nauczyłem się znakomicie nęcić i co ciekawe nęcić na brzegu. Jak? A no tak, że kładłem pszenice i groch precyzyjnie między trzcinkami, zawsze w tym samym miejscu i brały regularnie… myszy groch i pszenice do pyszczka i uciekały. W pewnym momencie miałem już tyle zakumplowanych sierściuchowych gryzoni, że przychodziły na zmianę, bądź wpadały na siebie i tarzały się wściekle walcząc o kolejkę, całkiem jakby były w rejestracji u lekarza. Bardzo pocieszne stworki nie pozwalały mi się nudzić gdy rybki nie chciały współpracować.

W kwestii doznań estetycznych muszę przyznać, że widoki były wspaniałe – błękitne niebo, suche trzcinowiska dające mi schronienie przed zatokoterrorystą i słońce w połączeniu z iskrzącym się szronem. Coś pięknego.

Styczniowy sopel

Styczeń trochę przymroził. Jeśli temperatura była bardzo niska to wolałem odpuścić, ale na szczęście rzadko kiedy spadała ona w ciągu dnia poniżej -5 stopni i można było pospacerować nad rzekę. I znów przepiękne widoki- błękit nieba, biały śnieg, woda czysta i klarowna i ostre słońce bądź delikatne zachmurzenie. W mroźne dni trzeba było trochę czasu poświęcić na obserwacje i poszukiwanie ryb, ale gdy się je znalazło widać było, że grupują się w sporych ilościach. Nie oznacza to, że ciągle, intensywnie brały, ale nawet gdy nie było brań ryby napływały na żyłkę. W styczniu głównie łowiłem leszcze, może nie jakieś giganty bo były to ryby do około dwóch kilogramów, ale sprawiały wiele radości oraz krąpie, które mając mniejszą od leszczy masę agresywnie uciekały z przynętą i wściekle trzęsły szczytówką. Zdarzały się także zacięcia za płetwę bądź bok, co niestety ma miejsce gdy ryby skupiają się w zwartych grupach. Z drugiej strony ryba zacięta za bok walczy jak wariat! Najwidoczniej niektórym się taka walka podobała bo z wody wyłowiłem kotwicę z przywiązanym ciężarkiem i może nie powinienem tego pisać, ale życzę każdemu kto z takim „zestawem” idzie nad wodę żeby mu hemoroidy wyrosły większe od kalafiora.

Co ciekawe leszcze już w styczniu były kostropate, co oznacza przygotowanie do tarła. W styczniu!

Poza widokiem podcinkowego ustrojstwa zmartwił mnie brak obecności dużej płoci w miejscu gdzie ryby te zawsze pojawiały się by przezimować. Kiedyś łowienie grubych płoci przy zwisających lodowych taflach było normą, niestety w tym roku było inaczej. Regulacje rzek, przecinanie ich w poprzek, niedorzeczny system regulowania stanu wody w rzece, brak warunków do tarła, spuszczanie wody ze zbiornika retencyjnego w ciągu jednej nocy itd. Wszystko to ma wpływ na życie w rzece, w tym także na płocie. Nie jest tak że ładnych płoci w Wieprzu nie ma wcale bo są, ale ich ilość maleje, a zwyczaje wyraźnie się zmieniają.

Pod koniec miesiąca mrozy się skończyły, lód i śnieg roztopiły, a jakość brań niestety na tym ucierpiała. Tak to już jest, że gdy woda z roztopionego śniegu spływa do rzeki, ryba kończy żerowanie, ale przecież to nie powód, żeby odpuścić wędkowanie prawda?

Wiosenno- jesienny luty

„Kwiecień – plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata”, tak mówi się o mieszanej pogodzie w kwietniu. A co jeśli taka pogoda jest w lutym? Może- luty luty ciekną gluty, ciągle chmury deszcz i smuty? Albo- luty luty co się dzieje raz nas zmrozi raz oleje? Tak czy inaczej ten krótki miesiąc też musi mieć jakąś swoją rymowankę, bo też potrafi zaskakiwać.

Pod kątem wędkarskim luty w tym roku to w dużej mierze wysyp krąpi. Podczas gdy grubsze ryby biorą bardzo anemicznie i sporadycznie, krąpie ratują zabawę biorąc bardzo intensywnie. W tym roku złapałem już kilkadziesiąt sztuk w rozmiarze 20- 30 cm. Całkiem fajnie jak na krąpia. Pisząc, że większe ryby biorą sporadycznie nie pisze jednak, że nie biorą wcale. Jak do tej pory udało mi się ( poza psychokrapiami ) złapać kilka jazi, parę leszczy, klenia i jedną, ale za to jaką płoć- 35 cm cudownej srebrzystej ryby dało mi tyle szczęścia. Tak rzadko ostatnio się je łapie, tak ciężkie mają życie, ale czasem jeszcze sprawiają, że cieszymy się jak bobasy. Nie ma wędkarza, który na widok pięknej, starej płoci nie poczuje radości i dumy. Przynęty, których teraz używam to groch, kukurydza i czerwone robaki.

Do końca miesiąca zostało jeszcze trochę czasu i kto wie, może jakaś piękna ryba jeszcze zdecyduje się na fotograficzną sesję?

 

A jak tam u Was drodzy wędkomaniacy? Zima wynagrodziła Wasz trud?

Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że wyjście na ryby zawsze ma sens, że szansa na złowienie okazu czai się tuż za rogiem i zawsze trzeba za ten róg zajrzeć.

 

Podsumowując te ostatnie tygodnie powiem Wam, że bardzo się cieszę, że zima w tym roku pozwoliła nam połowić. Udało się wyłowić kilka fajnych rybek i zrelaksować się nad wodą. Jestem tak uzależniony od wędkowania, że długich miesięcy bez ryb nie umiem wytrzymać. Gdy w Anglii był zamknięty sezon między 15 marca a 15 czerwca normalnie się gotowałem. Dzięki Bogu u nas czegoś takiego nie ma, choć część „wędkarzy” zasługuje na całoroczny zakaz. Wszyscy wiemy o jakich „wędkarzy” chodzi.

Łówcie piękne ryby, róbcie im zdjęcia, zwracajcie im wolność, niech pływają dalej, a fotki podsyłajcie na Wędkarstwo Moja Pasja i budujcie motywację nas wszystkich by znów wstać z fotela wziąć do ręki wędkę i szukać rogu, za którym czeka wymarzona ryba.

Jak zawsze, pozdrawiam Was serdecznie i życzę byście dalej chorowali na wspólną nam wszystkim chorobę wędkoholową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *